Tanie gadżety reklamowe - długopisy
lukasz.sunrisesystem@gmail.com | sierpień 27, 2008Między nami a naszym szefem jest około dwudziestu lat różnicy. Jego córa jest w naszym wieku. Jej nie znosi, bo jest leniwa, czeka tylko na pieniądze, przez studia trzeba było ja przepchnąć, jest wielką babą, która nie umie o siebie zadbać. Tyle wiemy o niej od szefa. MY raczej do wielkich bab nie należymy, studia pokończyłyśmy w terminie, i pracujemy. Jest nadzieja, że szef ma do nas większy szacunek niż do swojej córki.
Ostatnio otrzymałyśmy zadanie. -Dziewczyny, potrzebne są jakieś gadżety, takie wiecie reklamowe! Jakieś długopisy, smyczki, może czapki, koszulki z logo firmy! – mówi szef. _-Wiecie – jesteśmy widoczni, jesteśmy bezpieczni – przynajmniej na rynku – stwierdził. -Opracujcie temat.
Przeszukałyśmy Internet w celu znalezienia firm, które gadżety produkują, a co najważniejsze powiedzą, co właśnie jest na rynku najbardziej trendy.
Okazało się, ze takich przedsiębiorstw i foremek jest bez liku. Produkują nie tylko gadżety reklamowe, ale także mnóstwo innych rzeczy. Nie mogłyśmy wyjść z zachwytu, że ci ludzie mają tyle pomysłów. Gadżety to już nie tylko kubek, długopis smyczka z logo firmy czy tanie gadżety reklamowe jak kalendarze. To całą masa drobnych i większych rzeczy, a których większość jest przydatna w codziennym życiu. A to z kolei oznacza, że klient ma z nią ciągły kontakt. Jeśli z nią to także z firmą, która oznaczyła owe gadżety swoim logo.
Realizując zlecenie szefa przyniosłyśmy do firmy kilka najbardziej wariackich rzeczy, jakie spotkałyśmy w życiu, oprócz zwykłych smyczek, kalendarzyków, pisaków z logo. Oto długopis w specjalnym kubeczku. Jeśli znajdzie się dalej niż 2 metry od niego – wydaje sygnał podobny do sygnału karetki pogotowia. Prosty sposób na kleptomana. Przy czym wykonany jest jak najbardziej profesjonalnie i estetycznie. Nie jest to typ ,,made in china’’.
Wydał nam się szczególnie ciekawy ze względu na to, że biurach, w naszym też, często giną długopisy. Ten ustawiłyśmy w sekretariacie na biurku. Prezentował się bardzo ładnie.
Kiedy poszłyśmy zrobić sobie kawę, załatwiałyśmy mnóstwo spraw – niepostrzeżenie wszedł szef. Oberwało się nam za śmiechy i chichy. W końcu wyszedł nawet nie pytając nas o gadżety. Nagle zerwałyśmy się z krzeseł. Na nogi postawiło nas głośne wycie syreny pogotowia. To niemożliwe – jesteśmy na czwartym piętrze. Spojrzałyśmy na biurko. Nie było naszego długopisu. A wycie dochodziło z pokoju…. prezesa.





