Hotel z usługą spa w Wiśle
maly.pozycjoner | listopad 5, 2008Bo to musi być hotel spa. Tak sobie Kaśka ubzdurała. Co roku jeździliśmy do nadbałtyckich kurortów na wakacje, mimo że dobrze wiedziała, że wolę polskie góry. Jeszcze na studiach ze znajomymi zdobyłem Rysy. A ona tylko plaża i plaża. W taki sposób chąc nie chcąc zamieniłem plecak i kompas na olejek do opalania i kolorową dmuchaną piłkę. Po dwudziestu latach małżeństwa w końcu dała się przekonać na Beskidy. Chyba naprawdę uwierzyła w prospekt lokalu, że potańcówki, jakie oferuje hotel „Wisła” słyną z hucznych zabaw do białego rana. Z zaciekawieniem oglądała oferty, jakie przedstawiają hotele w Beskidach. Oczyma wyobraźni ubrana w idealnie biały szlafroczek, niczym wyprany w Perwollu, otwierała stylowe okiennice pensjonatu popijając kozie mleko.
To wydało się dosyć szybko. Kaśka w końcu wypaplała mi, że nie moje argumenty przekonały ją na hotel spa w górach, a Aśka. Joasi mąż zabrał ją tam w zeszłym miesiącu, a moja żona umierała z zazdrości słuchając o jej wywodach na temat cudownie uzdrawiających masażach, akupunkturze i przystojnym trenerem jogi. Dlatego właśnie hotel „Wisła”, a nie żaden inny. A wielka szkoda, bo inne hotele w Beskidach do dzisiaj odwiedza Radek, Ziutek i Władzio, z którymi kiedyś razem odkrywaliśmy uroki Polski południowej.
Mimo że była spakowana już trzy tygodnie wcześniej, prawdziwą panikę zasiała godzinę przed wyjazdem. W poszukiwaniu lokówki przerzuciła nawet moją szufladę ze skarpetkami. Pani Zofia spod piętnastki też nie miała pojęcia, gdzie moja małżonka upchnęła swojego nierozłącznego przyjaciela. Wyjechaliśmy bez niego. Kaśka pół drogi milczała, jakby pogrążona w żałobie i wielkiej obrazie na cały świat.
Po sześciu godzinach jazdy byliśmy na miejscu. Moja luba na widok prawdziwego hotelu spa automatycznie zapomniała o lokówce, stanie swojej fryzury, podobnie jak o wszelkich bohaterach telenowel na Polsacie. Hotel „Wisła” oczarował nas nie tylko monrumentalną budową w porównianiu do tego, co prezentują swoją posturą inne hotele w Beskidach, ale i bogatą ofertą zabiegów i zabaw. W taki sposób upiekliśmy dwie pieczenie na jednym ogniu. Ja codziennie z przewodnikami hotelowmi zdobwałem szczyty, natomiast Kaśka zdobywała kolejne stopnie wtajemniczenia technik jogi.





