Sprzęt rehabilitacyjny: kriokomora
Grzesiu | kwiecień 7, 2008Moja lekarka ostatnio zapisała mi serię zabiegów, które maja mi pomóc, jeśli chodzi o moje odwieczne problemy z bólami kręgosłupa. Moja terapią miała być krioterapia. Szczerze mówiąc, kiedy usłyszałam to słowo, przebiegły mnie nieprzyjemne ciarki po plecach. Dobrze wiedziałam, co to jest krioterapia. Tak naprawdę przerażała mnie sama myśl o tego typu zabiegach. Kiedy wczoraj pojawiłam się na pierwszy, już całą drogę do przychodni byłam bardzo zdenerwowana. Byłam przekonana, że nie przeżyję pierwszego zabiegu. Nie wyobrażałam sobie ani sekundy w czyś takim jak kriokomora, gdzie panuje temperatura od -100 do – 160 stopni! Zanim się przygotowałam do zabiegu (miało w nim wziąć udział razem ze mną jeszcze kilka osób), lekarz szczegółowo nas poinformował, co będziemy robić i jak mamy się zachowywać. Mieliśmy się przebrać w stroje kąpielowe, założyć rękawiczki i specjalne maski na twarze, potem wejść do przedsionka, jaki posiada właściwa kriokomora, w którym mamy się stopniowo przyzwyczaić do zimna (w przedsionku temperatura ma „tylko” -50 stopni!). Po chwili zostanie otwarta właściwa kriokomora, w której na początku będzie temperatura -100 stopni, pierwszy zabieg trwa jedną minutę (każdy kolejny to już całe 3 minuty w niższej temperaturze, czyli -160 stopniach). Po wyjściu z komory, kiedy otrzepiemy z siebie szron, mamy się udać na salę gimnastyczną, gdzie znajduje się sprzęt rehabilitacyjny i do ćwiczeń. Pełny zabieg, jakim jest krioterapia kończy się, bowiem półgodzinną serią ćwiczeń. Zauważyłam, że moi towarzysze terapii są równie przerażenia jak ja, nawet, gdyby starali się nie pokazać tego po sobie, to badanie ciśnienia, które nam robili przed wejściem do komory, pokazało to bardzo dobrze. Kiedy już było po wszystkim, nawet nie pamiętałam czy byłam bardziej zdrętwiała ze strachu czy z zimna. Muszę przyznać, ze to była najdłuższa minuta w moim życiu. Doszłam do siebie dopiero w trakcie ćwiczeń na sali gimnastycznej (sprzęt rehabilitacyjny, który posiadała ta mała, skromna przychodnia mnie zaskoczył, bardzo pozytywnie). Gimnastyka po wyjściu z kriokomory trwała jakieś półgodziny (właściwie sprzęt rehabilitacyjny nie był do tego typu ćwiczeń potrzebny). Dziwnie się czułam, trudno mi opisać to doświadczenie. Wiem tylko, że przede mną jeszcze dwa tygodnie krioterapii, które muszę jakoś przeżyć. Mam nadzieję, że przyniesie ona pozytywne skutki.





