Program dla wspólnot
Krzychu | wrzesień 25, 2008Program dla wspólnot? Program dla spółdzielni mieszkaniowych? Moja żona Kaśka zaskakiwała mnie coraz bardziej. Przy czwartkowym obiedzie oznajmiła mi z miną księżniczki, że zamierza rozpocząć działalność „Program dla wspólnot” w naszej dzielnicy. Pomidorowa z makaronem tym razem nie była przesolona, ale fakt zaćmiło mi podejrzenie skąd u mojej materialistki nagle chęć pracy społecznej. Od kiedy pamiętam Katarzyna nie należała do osób, które robią coś bezinteresownie. Nawet obiady gotowała mi nie z obowiązku wynikającego z założenia rodziny, a bardziej z myślą o podtrzymaniu sztucznej opalenizny czy nowych kolorach na paznokciach u nóg. Dlatego szukałem, gdzie jest szkopuł. Program dla wspólnot miał na celu dbanie o dobro mieszkańców, co więc tym razem Kaśka wymyśliła? Może ma nikłą nadzieję, że program spółdzielni mieszkaniowych pozwoli jej na poprawę elewacji w naszej kamienicy i kolor ścian zewnętrznych będzie teraz pasował do jej różowej torebki? Przecież nie podejrzewałem jej o prostą chęć niesienia pomocy innym. Katarzyna to ten typ, który westchnie głębiej jak zobaczy uciskanych w Tybecie, ryczy w niebo głosy jak Alvaro odrzuca miłość w polsatowskim „Przeminęło z buszem”, ale widząc biedaka na ulicy gotowa jest go kopnąć i obrzucić wyzwiskami. Program dla wspólnot dotyczył przecież bezpośrednio mieszkańców naszego osiedla, a Kaśka wolała patrzeć na problemy sprzed ekranu telewizyjnego niż z okna. Pomidorówka za mną, klopsy z ziemniakami zbliżały się do finiszu pochłonięcia, a ta dalej tylko trajkotała, że zapisała się na program dla wspólnot nie podając pobudek swoich decyzji. Zaciekawiony w końcu nie wytrzymałem i zapytałem wprost jakie profity oferuje jej program dla spółdzielni mieszkaniowych. Obrzuciła mnie surowym spojrzeniem. Gdybym jej nie znał określiłbym ten wzrok jako sugerujący konieczność spisania testamentu. Najpierw poszła cała litania jak to się nie znam, jak to nic nie rozumiem i jaki jestem nieczuły. Przetrwałem lawinę i otrzymałem meritum sprawy. Kaśka narzekała na brak zajęć; codzienne wizyty u masażysty, kosmetyczki, fryzjera, w solarium, a nawet czasem na basenie to było dla niej za mało. Uznała, że ja mam tak dobrze, bo pracuję i nie jestem narażony na jakąkolwiek nudę. Wyobrażacie sobie? Wybrała sobie program dla wspólnot, gdyż miała ochotę na więcej plotek z kamienicy!





